Panu Bogu zawierzam trud poznania

W mroku nocy zszedłem znów na adorację Najświętszego Sakramentu. Wspaniale jest móc spotkać się z Panem w ciszy nocy. Sycące te Spotkania. Odkrywcze. Pozbawione dystraktorów, a przy tym jakby zawieszone gdzieś pomiędzy kolejnymi odsłonami codzienności. Tak jest przeważnie. Dziś jednak doświadczyłem trudu i znoju, wewnętrznej walki i przeciągania liny… Nie chodzi o fizyczne ograniczenia, zmęczenie czy senność – samoistnie obudziłem się wyspany o 3.15 i nie mogąc usnąć, postanowiłem wybrać się do Pana. Chodzi o trud obierania się z warstw. O trud umierania w sobie. To umieranie ostatnio mi towarzyszy.

Towarzyszy mi też w tym czasie święty Augustyn. Czytam Wyznania, próbując uchwycić Boży przekaz ukryty w pismach sprzed wieków, które brzmią nad wyraz aktualnie, szczególnie jeśli porównać je na przykład ze znacznie późniejszymi, a znacznie trudniejszymi w odbiorze dziełami świętej Teresy z Ávila. Ze świętym Augustynem zakumplowałem się od razu. Aż dziw, że nie mieliśmy okazji lepiej poznać się wcześniej! Niegodnym się porównywać, ale odnajduję własne doświadczenie w jego tekstach – we własnym życiu przeżywszy czas mroku i doświadczywszy, lecz także wciąż na nowo doświadczając, łaski nawrócenia, ofiarowywanej mi przez Pana. Niemniej jednak dzisiejsze rozważanie słów genialnego w swych intuicjach Doktora Kościoła uświadomiło mi dobitnie, jak wiele jest jeszcze warstw, które muszę z siebie zedrzeć, zrzucić, obrać.

Niby mam tego świadomość, ale co i rusz odkrywam mocniej znaczenie owych słów. Walczę z pychą, a wciąż znajduję ogromne jej pokłady w sobie. Staram się umniejszać, a wciąż dostrzegam jak bardzo chcę niekiedy układać sobie rzeczywistość pod moje wyobrażenia. Chętnie przyjmuję Miłość, lecz sam tak rzadko umiem coś wartościowego dać – nie próbuję nawet zrobić kroku w tył, by Bóg miał pole do zmiany moich sztywnych przekonań. Wielokrotnie wyrażam pragnienie, by myśleć sercem, a potem pozwalam nieuporządkowanemu rozumowi, starającemu się znaleźć odpowiednie argumenty pod tezę, wziąć górę. Nie chodzi tu bynajmniej, aby przestać myśleć! Rozum jest Bożym darem, więc obligatoryjnie wręcz mamy z niego korzystać. Chodzi tylko o to, aby utrzymywać zawsze w sercu przestrzeń dla oczyszczania naszych myśli – by Pan mógł odsiać nasze chaotyczne rojenia, od prawd wywiedzionych wprost z Jego porządku.

Umrzeć pragnę. Rzymianie mówią: vojo morì. Ja pragnę umrzeć w sobie, tak by obumarłszy, więcej dać z siebie. Nie dla własnej chwały, ale dla chwały Bożej. Brzmi to bardzo podniośle, ale trudno – nie zamierzam zakłamywać prawdy własnego przeżycia. Wspominając swą przeszłość święty Augustyn pisze [II, 3]: Nie muszę o tym mówić Tobie, Boże mój, lecz w Twojej obecności opowiadam rodzajowi memu, ludziom, tym choćby bardzo nielicznym, którym może wpaść w ręce niniejsza książka. Po co opowiadam? Po to, abyśmy razem – i ja, i wszyscy czytelnicy – zastanowili się nad tym, z jak głębokiej przepaści trzeba wołać do Ciebie. A cóż jest Ci bliższe niż skruszone serce żyjące wiarą? Czysta prawda! Głośno więc wołam z głebokiej przepaści własnej nieporadności, niemocy, niewiedzy.

Piszę o pragnieniu obumarcia, bo w owym obumieraniu znajduję jedyną możliwą Drogę. Niełatwą. Trudną wręcz, bo wiele jest rozwiązań, które znacznie łatwiej przyjąć. Nie pachną one jednak Prawdą. Wiodą ponadto donikąd. Piszę o swej wierze – największej otrzymanej od Pana łasce, o tym jak się zmienia, jak ewoluuje, bo widzę w tej bezkresnej przemianie aktywne działanie Boga żywego. On bowiem przemienia mnie i obiera z kolejnych warstw. On pokazuje, że jeśli ufam i kroczę daną mi Drogą, odkrywam prawdziwego siebie. Pan burzy we mnie bastiony złych zakorzenień. Pan pozwala dotykać istoty mojego człowieczeństwa.

To wszystko jest procesem. Dziś Pan przemówił przez Augustyna i zmusił mnie do skonfrontowania się z moimi przekonaniami. Intelektu nie starcza… Przemodlić to potrzebuję. Czas dać Bogu. Ufać. Kochać. Słuchać. Tymczasem jest już po 7.00, więc korzystając z dnia pustyni, wracam na chwilę do łóżka, by zażyć jeszcze z godzinę snu. Panu Bogu zaś powierzam trud poznania. Niech ścieżki prostuje, chroni od bezdroży, umacnia mnie w wyznawaniu wiary. Logika serca niechaj zawsze zwycięża. Światło niech nieustannie rozjaśnia mrok wszelki.

Umiłowany Boże, przekonania własne pomóż mi zsynchronizować z Twoimi. Napełnij serce pokorą i daj ducha pobożności, bym potrafił przyjąć Prawdę – taką, jaka Ona jest, a nie taką, jaką chciałbym Ją widzieć. Jak trafnie zauważa święty Augustyn [III, 8]: Człowiek opanowany pychą obdarza nieprawą miłością jakąś cząstkę całości samowolnie wybraną. Stąd wrócić do Ciebie można tylko szlakiem pokory i pobożności. Ty oczyszczasz nas, uwalniasz od złych obyczajów, miłosiernie wybaczasz grzechy, które wyznajemy, wysłuchujesz skarg więźniów, łańcuchy, któreśmy sobie wykuli, rozwiązujesz – to wszystko nam się spełni, byleśmy tylko nie wznosili przeciw Tobie rogów rzekomej naszej wolności i byleśmy w chciwości posiadania więcej, zagrożeni utratą wszystkiego, nie kochali bardziej własnego dobra niż Ciebie, któryś jest dobrem wszystkich. Amen, alleluja!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s