O przebaczeniu i o świetlistej przyszłości

10/5/2019

Mało ostatnio piszę, ale to nie oznacza, że mniej spędzam czasu ze Słowem. Wprost przeciwnie, mam wrażenie, że nigdy tak bardzo nie karmiłem się Słowem, danym nam przez Ojca życiodajnym pokarmem. Pan Bóg karmi mnie obficie, ale przyjmuję to niezachłannie, spokojnie, cierpliwie, bez niepotrzebnego pośpiechu. To jest Spotkanie z Głębią. Uczę się Jej. Uczę się tej naszej relacji. Zadomawiam się w Niej, ale równocześnie nie gnuśnieję. To jest bardzo żywa relacja. Aż mi się ciśnie na usta: zaskakująco żywa. Czym się tu jednak dziwić? Chyba tylko własnym brakiem wiary w to, że słowa Chrystusa są na wskroś prawdziwe. Przecież Jezus trwa na wieki. Jest obecny. Nigdzie nie zniknął. Będąc obok realizuje daną obietnicę.

Ten okres nie jest też pozbawiony pytań. Mocno wybrzmiewa znów temat przebaczenia. Życie pisze różne scenariusze. To nie zawsze są proste historie – pewnie dla wielu, ale z przekonaniem mogę mówić tylko o własnym doświadczeniu. Mimo tego wiem już całkiem sporo i to cieszy. Wiem na przykład, że Pan Bóg – miłosierny, łaskawy – wybaczył mi moje grzechy. Jak pisze święty Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian [1 Kor 6,11]: zostaliście obmyci, uświęceni i usprawiedliwieni w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa i przez Ducha Boga naszego. Przez sakramentalną posługę Kościoła doświadczam tego mocno, ale też w sercu przeżywam ten fakt jako pewnik. Dawno temu Duch Święty wypełnił radością serce grzesznika i ta radość pozostaje w mym sercu, łącząc się równocześnie z wielką wdzięcznością wobec Boga za tę ogromną łaskę.

Kolejna rzecz, którą już wiem, to że ja sam sobie przebaczyłem. Ten proces trwał. Nie był krótki, lecz ostatnio wydawał się już domknięty. Wtem jednak – podczas minionego Wielkiego Postu – zakończył się definitywnie, na co miały wpływ szczególnie rekolekcje, w których brałem udział. Z Bożą pomocą pozbyłem się istniejących wciąż jeszcze, w trzecim planie, drobnych przejawów duchowego doloryzmu – swoją drogą zupełnie niezgodnych z moim naturalnym usposobieniem, które z rzadka próbowały mącić, a niekiedy sprawiały, że zbyt surowo patrzyłem na siebie.

Równocześnie jednak chcę podkreślić, że nie pozbyłem się pamięci zdarzeń przeszłych. Ta pamięć jest gwarantem pokory, ale i ostrzeżeniem, ilekroć pycha pragnie znów wybić się mocniej i zagrać pierwsze skrzypce. Przebaczenie samemu sobie wiąże się z pokorą. Z pokornym przyjęciem własnej niemocy. Z pokornym wyborem pójścia za Panem. Z pokornym trwaniem w Drodze i zasłuchaniem się w Słowie, bo przecież wiem, że poza tą Drogą i poza tym Słowem nie ma zbawienia, ale też zwyczajnie, tak po ludzku wiem, że traciłbym cenny, dany mi czas i trwoniłbym energię, którą mógłbym przecież spożytkować w znacznie lepszy sposób. Z pokorą godzę się także, aby obumrzeć. „JA” staje się drugorzędne – „TY” staje się kluczowe. To jest wciąż początek tego niełatwego szlaku – od „JA” do „TY”, ale wiem, że nie istnieje żadna dobra alternatywa, żaden skrót, żadna trasa na przełaj. Tu wszystko musi się wydarzyć w swoim czasie, a ponadto za sprawą Najwyższego, choć przy moim – drobnym, ale znaczącym – współudziale.

Pozostaje jednak coś, czego wciąż jeszcze nie wiem. Nie wiem czy przebaczyli, czy przebaczą, a może czy w ogóle są lub będą skłonni przebaczyć mi inni? Mam tu na myśli mój Kościół – Kościół, który bezwględnie kocham – to znaczy moich braci i moje siostry w wierze. Część z nich już tego dokonała, budząc we mnie nadzieję. To za ich pośrednictwem Pan Bóg osadził mnie na nowo, przed ponad dwoma laty, w swym Kościele. I wciąż mnie osadza, pokazując piękne oblicze Kościoła – pełne miłości i miłosierdzia, a te nie należą wcale do prostych zadań. Kochać, ufać, przebaczać – bardzo łatwo powiedzieć, ale tak trudno czasem wcielić w życie. Odłożyć na bok swój lęk i swoje uprzedzenia, a w to miejsce dać działać Miłości – w wierze i w poczuciu ufności. Kiedy jednak nie spróbuje się tego zrobić, owe słowa będą tylko frazesami – nic nie znaczącymi pustymi układankami liter. Jeszcze gorzej, jeśli spod nich wyłoni się nienawiść, nieufność, niechęć…

Cienka bywa granica pomiędzy tym, co dobre, a tym, co złe. Niekiedy bardzo trudna do wyraźnego nakreślenia jest linia, która oddziela ewangeliczne życie od tego, które nie ma z Ewangelią za wiele wspólnego. Codzienne doniesienia medialne z Polski, których ostatnio jest wręcz na pęczki, cała obecna debata publiczna o polskim Kościele, ale też i szerszy globalny kontekst, tak często służą za doskonałą egzemplifikację tej smutnej prawdy. Żyć Ewangelią nie jest prosto, ale – kolejna rzecz, którą już wiem – warto się starać. Więcej nawet: warto próbować ze wszystkich sił! Te starania mają jednak sens tylko wtedy, kiedy oddamy przestrzeń do działania Chrystusowi.

W tych moich pytaniach Pan Bóg nie pozostawia mnie samego. Zresztą te pytania pochodzą od Niego. Przychodzą podczas Spotkań z Nim, więc liczę po cichu, że i od Niego otrzymam jakieś wskazówki, że wskaże mi jakieś kierunki. I jak zwykle Pan Bóg mnie nie zawodzi! Dziś Słowo od rana tnie te pytania i ustanawia ramy dla odpowiedzi. Mógłbym dużo napisać, ale po prostu zacytuję całe fragmenty pochodzące z jutrzni [Ps 32; Ps 86; Iz 12,1-6] i z oficjum południowego [Iz 49,1-6].

Dzisiejsze czytanie [Dz 9,1-20] o nawróceniu Szawła i o zatrwożonym Ananiaszu, którego Pan do niego posyła, to już tylko swoiste dopełnienie całości. To jest Kościół przebaczający. Wychodzący naprzeciw. Przełamujący zdroworozsądkową postawę i wybierający ufność, miłość i otwarcie się na przyszłość. Tu i teraz. Bez względu na grzechy przeszłości. To jest Ewangelia. To jest Dobra Nowina. Pan Bóg przyszedł z Nią do Szawła, dyszącego żądzą zabijania uczniów Pańskich, który już jako święty Paweł stanie się Apostołem Narodów, ale Mesjasz przychodzi z Nią do każdego z nas. Przychodzi z Nią do mnie i tak dziś odczytuję Słowo. Nie lękać się. Wierzyć. Być gotowym na cierpienie, ale oczekiwać kojącego dotyku, pochodzącego od Pana. Tak jak potrafił dotknąć me serce i całkowicie je przemienić, tworząc nowego człowieka, obdartego z grzesznych pokus przeszłości, tak potrafi przyjść do cierpiącego i ukoić jego ból. To nie są puste słowa – piszę bazując na własnym doświadczeniu.

I choć wielką niewiadomą jest, co przyniesie przyszłość, to wiem na pewno, że mój Pan i mój Brat, Stwórca Wszechrzeczy i Wspomożyciel, Chrystus Zmartwychwstały jest wraz ze mną. Dba o mnie. Troszczy się. Dopomaga. I stanowi fundament mojego myślenia o miłości i przebaczeniu. Z Nim niestraszne mi lęki. Z Nim nie boję się tych, którzy chcieliby mnie skrzywdzić lub po prostu nie potrafiliby wyjść mi naprzeciw. On uczy mnie, że jedyną Drogą jest Miłość. I tą Drogą pragnę podążać – po sam kres mego życia.

Szczęśliwy człowiek, któremu nieprawość została odpuszczona, a jego grzech zapomniany. Szczęśliwy ten, któremu Pan nie poczytuje winy, a w jego duszy nie kryje się podstęp. (…) Grzech wyznałem Tobie i nie skryłem mej winy. Rzekłem: «Wyznaję mą nieprawość Panu», a Ty darowałeś niegodziwość mego grzechu. (…) Liczne są cierpienia grzesznika, ufających Panu łaska ogarnia. Cieszcie się i weselcie w Panu, sprawiedliwi, radośnie śpiewajcie, wszyscy prawego serca! [fragment Ps 32]

Nakłoń swego ucha i wysłuchaj mnie, Panie, bo biedny jestem i ubogi. Strzeż mojej duszy, bo jestem pobożny, zbaw sługę Twego, który ufa Tobie. Ty jesteś moim Bogiem, Panie, zmiłuj się nade mną, bo nieustannie wołam do Ciebie. (…) Naucz mnie, Panie, Twej drogi, bym postępował według Twojej prawdy, nakłoń me serce, by się lękało Twego imienia! Będę Cię wielbił z całego serca, Panie mój i Boże, na wieki będę sławił Twoje imię. Bo wielkie było dla mnie Twoje miłosierdzie, a życie moje wyrwałeś z głębin Otchłani. Boże, pyszni przeciw mnie powstali, i zgraja zuchwalców czyha na me życie, a nie mają oni względu na Ciebie. (…) Wejrzyj na mnie i zmiłuj się nade mną, siły swej udziel słudze Twojemu, ocal syna swej służebnicy! Daj mi znak dobroci, aby ujrzeli ze wstydem ci, którzy mnie nienawidzą, żeś Ty mnie, Panie, wspomógł i pocieszył. [fragment Ps 86]

Wychwalam Cię, Panie, bo rozgniewałeś się na mnie, lecz Twój gniew się uśmierzył i mnie pocieszyłeś! Oto Bóg jest zbawieniem moim! Będę miał ufność i się nie ulęknę, Pan jest mocą moją i pieśnią moją. On stał się dla mnie zbawieniem! Wy zaś z weselem wodę czerpać będziecie ze zdrojów zbawienia. Powiecie w dniu owym: Chwalcie Pana! Wzywajcie Jego imienia! Rozgłaszajcie Jego dzieła wśród narodów, przypominajcie, że wspaniałe jest imię Jego! Śpiewajcie Panu, bo uczynił wzniosłe rzeczy! Niech to będzie wiadome po całej ziemi! Wznoś okrzyki i wołaj z radości, mieszkanko Syjonu, bo wielki jest pośród ciebie Święty Izraela!» [Iz 12,1-6]

Posłuchajcie Mnie, wyspy! Ludy najdalsze, uważajcie! Powołał Mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię. Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki Mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie. I rzekł mi: «Tyś Sługą moim, w tobie się rozsławię». Ja zaś mówiłem: Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga mego. Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą. Powiedział mi, że «To zbyt mało, iż jesteś Moim Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi». [Iz 49,1-6]

Szaweł ciągle jeszcze siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich. Udał się do arcykapłana i poprosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł uwięzić i przyprowadzić do Jeruzalem mężczyzn i kobiety, zwolenników tej drogi, jeśliby jakichś znalazł. Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: «Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?» «Kto jesteś, Panie?» – powiedział. A On: «Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić». Ludzie, którzy mu towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. Szaweł podniósł się z ziemi, a kiedy otworzył oczy, nic nie widział. Zaprowadzili go więc do Damaszku, trzymając za ręce. Przez trzy dni nic nie widział i ani nie jadł, ani nie pił. W Damaszku znajdował się pewien uczeń, imieniem Ananiasz. «Ananiaszu!» – przemówił do niego Pan w widzeniu. A on odrzekł: «Jestem, Panie!» A Pan do niego: «Idź na ulicę Prostą i zapytaj w domu Judy o Szawła z Tarsu, bo właśnie się tam modli». (I ujrzał Szaweł w widzeniu, jak człowiek imieniem Ananiasz wszedł i położył na niego ręce, aby przejrzał). «Panie – odpowiedział Ananiasz – słyszałem z wielu stron, jak dużo złego wyrządził ten człowiek świętym Twoim w Jerozolimie. I ma on tutaj władzę od arcykapłanów, aby więzić wszystkich, którzy wzywają Twego imienia». «Idź – odpowiedział mu Pan – bo wybrałem sobie tego człowieka jako narzędzie. On zaniesie imię moje do pogan i królów, i do synów Izraela. I ukażę mu, jak wiele będzie musiał wycierpieć dla mego imienia». Wtedy Ananiasz poszedł. Wszedł do domu, położył na niego ręce i powiedział: «Szawle, bracie, Pan Jezus, Ten, co ukazał ci się na drodze, którą szedłeś, przysłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony Duchem Świętym». Natychmiast jakby łuski spadły z jego oczu i odzyskał wzrok, i został ochrzczony. A gdy spożył posiłek, wzmocnił się. Jakiś czas spędził z uczniami w Damaszku i zaraz zaczął głosić w synagogach, że Jezus jest Synem Bożym. [Dz 9,1-20]

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s