Tchnienie przywracające do życia

8/6/2019

Zamarł mi ostatnio ten mój niecodziennik. Parę jest zresztą tego przyczyn. Po pierwsze potrzebowałem złapać odrobinę dystansu do rzeczywistości, a także mieć moment z dala od Internetu i komputera. Kontynuuję serię praktyk ascetycznych, które rozpocząłem jeszcze przed Wielkim Postem (Exodus), a które wraz z exodusowymi braćmi, w nieco okrojonym gronie, postanowiłem przedłużyć na czas jakiś, by zobaczyć, jakie przyniesie to efekty. Nie ukrywam bowiem, że widzę jak wiele dobra dały mi, ale także kompanom, podjęte na czas przygotowań do Świąt Wielkanocy zobowiązania. Owe praktyki odciągają mnie między innymi od rzeczywistości wirtualnej – na miarę współczesnych, życiowych możliwości. Bardzo się z tego cieszę i to cenię.

Zresztą nie tylko przez wydłużony Exodus chciałem oddalić się od komputera i sieci. Dopadło mnie chwilowe zmęczenie pisaniem, szczególnie w kontekście innych zadań, które ustawiają mi codzienny plan dnia. Zrobiło się tego dużo. Ostatni semestr na studiach sprawił, że w tych tygodniach zagęściły się zaliczenia i egzaminy. Na szczęście już po – wszystkie ładnie zdane. Dodatkowo praca, którą wykonuję teraz w mocno ograniczonym zakresie czasowym, nawarstwiła się i przytrafiały się dni, że ledwo mieściła się w ustalonym grafiku. Na szczęście w końcu zelżało, czego nie można powiedzieć o skwarze za oknem – wprost nieznośnym. Mimo że naprawdę kocham lato i słońce, a jeszcze obecnie przebywam głównie w klasztornych murach klasztornych, kojarzących się z kojącym chłodem, gorąc ostatnich dni sprawia, że słabo sypiam i chodzę zmęczony.

Te prozaiczne utrudnienia spowiła ponadto mgła czasu przejścia, owego transitio, o którym napomknąłem ostatnio. Ten czas miał, a wydaje się, że na swój sposób wciąż ma i będzie mieć jeszcze, kolejne fale czy też fazy. Stoję bowiem pod swoistą ścianą w mym procesie rozeznawania. W związku z tym przyszła owa drobna zapaść duchowa, którą na szczęście udało się już przejść, z Bożą pomocą, dzięki modlitwie, spowiedzi i przyjmowaniu Eucharystii. Pan nasz na każdym kroku czyni cuda! Wielki jesteś, Boże obecny, wysłuchujący skomlenia grzesznika! Daj, proszę, impuls i pchnij, bym odważył się spróbować przekroczyć ów mur, który wyrósł i nie chce się nigdzie ruszyć.

W tą codzienną walkę, by pewnie i dzielnie iść obraną Drogą, wpisał się zaś miniony tydzień przygotowań do uroczystości Zesłania Ducha Świętego. Intensywny był ten tydzień. Pochłonęło mnie zupełnie przemawiające Słowo, codziennie dotykające mnie coraz głębiej, równoważąc jakby próbujący mnie pochłonąć mrok… Zły nie spał – wciąż czycha, byśmy nie doznawali łaski Bożej, nie doświadczali miłości i darów, które przynosi nam Duch Święty, ani też nie napełniali naszych serc Jego światłem. Bóg jednak wygrywa, jeśli tylko zwrócimy się ku Niemu! Pan nasz jest naszą opoką i twierdzą. W Nim znajdujemy ocalenie i odpuszczenie grzechów. Królu Niebieski, Pocieszycielu, Duchu Prawdy, który wszędzie jesteś i wszystko napełniasz, Skarbnico dóbr i Dawco życia, przyjdź i zamieszkaj w nas, i oczyść nas z wszelkiej zmazy, i zbaw, o Dobry, dusze nasze. Jedna z najbardziej znanych modlitw w tradycji wschodniej – modlitwa do Ducha Świętego, jest jednocześnie prośbą o to, aby wszedł w naszą rzeczywistość z mocą i dał nam nowe życie. Duch Święty przynosi nam wieczną młodość. Duch Święty obdarza nas radością z obcowania z Przenajświętszym Bogiem. Duch Święty to Przewodnik na Drodze wiodącej do Ojca.

Jestem już po liturgii wigilijnej Zesłania Ducha Świętego. Nawet dwóch, bo obydwie bliskie mi wspólnoty przeżywały dziś wigilie uroczystości na cześć Parakleta, zesłanego na uczniów Jezusa. Naprawdę rzadko zdarza mi się przeżywać psychosomatycznie wyznawaną wiarę, a jednak – miało to miejsce dziś. Kiedy zabrzmiała Sekwencja do Ducha Świętego, znana powszechnie jako „Przybądź, Duchu Święty”, wykonana na tradycyjną melodię, którą każdy wierny kojarzy z polskich kościołów parafialnych, moje ciało i moją duszę przeszły dreszcze, i trzymały tak przez cały czas trwania hymnu – od początkowego wersu aż do ostatniego. Jakby Duch Święty w ten sposób chciał mi dać doświadczyć swej żywej obecności. W wierze nie oczekuję i nie wyglądam fajerwerków, ale to było coś naprawdę poruszającego. Żywy dowód obecności Tchnienia, które wyraz znalazło w ogarniającej mnie nieziemskiej radości.

Może wrócę powoli. Może uda się częściej dzielić się Spotkaniami ze Słowem, bowiem Pan urządza mi piękną wędrówkę w głąb. Może coś z tego przysłuży się i komuś innemu. Może wręcz Słowo przemawia tak, by być również dla innych, a ja poprzez nieudolnie odbitą na Nie smużkę światła przyłożę ręki do przemiany czyjegoś serca. Daj, Boże, abym skutecznie umiał przysłużyć się chwale Twego imienia! Tymczasem dobrej nocy, bracia i siostry w Panu. Dziś radosny dzień, bo Duch Święty jest z nami, o czym przypomina w swej liturgii Kościół. Cieszmy się i radujmy! Wyczekujmy darów Ducha Świętego: mądrości, rozumu, umiejętności, rady, męstwa, pobożności, bojaźni Bożej. Z Nim jesteśmy mocni i odważni. Z Nim niestraszny jest nam świat. Z Nim możemy się otworzyć na innych, dostrzec ubogich, pomóc wykluczonym, zasiać uśmiech w życiu drugiego człowieka. Bóg nie pozostanie dłużny! W tym drugim człowieku uśmiechnie się do nas Dobry, Radosny i Miłosierny.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s