Przyszłość oglądająca się w Słowie

25/6/2019

Słowo zawsze odpowiada na nasze pytania. Nie zawsze sobie to uświadamiamy od razu, ale zawsze tak się dzieje – wniosek płynący z własnego doświadczenia, jak i wielu innych, którzy tego doświadczyli. I tak oto Słowo dziś [Mt 7,6.12-14] przemawia z mocą, odpowiadając na dylematy dni ostatnich. Stojąc w obliczu zmian wokół mnie, które powoli wchodzą w życie i stają się namacalne, zadaję sobie pytania o przyszłość – tą najbliższą i tą odleglejszą. Słowo w swej mądrości celnie ukazuje kierunki i proponuje rozwiązania, które z pewnością są najlepszymi z możliwych.

«Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, nie poszarpały was samych». Wyraźnie odczuwam tu wskazanie, by nie ulec chęci pomieszania sfer sacrum i profanum, a także by zawsze znać kolejność czy też hierarchię relacji – każda jedna relacja z człowiekiem wypływać ma z mojej osobistej relacji z Panem Bogiem. Z niej mam czerpać i na niej mam budować. Przestrzeń tej relacji z Panem Bogiem jest święta i stanowi wielki skarb, którym można, a którym czasem wręcz warto, dzielić się z innymi, jednak nigdy nie powinniśmy jej trwonić w relacjach z ludźmi, traktując ją utylitarnie lub tym bardziej oportunistycznie. Czystość tej szczególnej relacji, tej pierwszej i najważniejszej relacji, jest gwarantem właściwego przeżywania wszelkich relacji z osobami codziennie napotykanymi.

Wszystko dobrze, ale od razu pojawia się pytanie o konkret: jak zatem przeżywać te relacje – bliższe i dalsze – z ludźmi? I odpowiedź znów zawarta jest w Słowie. «Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem to jest istota Prawa i Proroków». Tak zwana złota zasada postępowania jest ponadczasową regułą właściwego bycia w relacjach z innymi. Być z drugim człowiekiem to dawać mu siebie. Nie byle jakiego siebie, ale najlepszą wersję mnie, a nawet więcej – wersję, która stara się być lepsza niż znane mi własne maksimum, bo przecież nasze oczekiwania wobec innych w relacji do nas samych są właściwie zawsze mocno wyśrubowane. Spotykając drugiego człowieka mam dawać siebie takim, jakim oczekiwałbym, że on mi się da. Wiadomo, że to nie zawsze się uda. I to nie raz, nie dwa, ale często – można wręcz domniemywać, że codziennie, bo pewnie każdego dnia znajdą się takie zachowania, takie wypowiedziane słowa albo myśli, za jakimi podążę, które będą mieć znamiona porażki. Te jednak nasze porażki i słabości są przestrzenią, którą należy złożyć w Duchu Świętym i pozwalając Mu działać, czekać na zmianę – na nowe lepsze życie.

Ważna jest w relacji do drugiej osoby nasza wyjściowa intencja, owo otwarte szeroko serce, pragnące przyjmować Chrystusa i dawać Mu działać poprzez siebie. Wieczna otwartość na drugiego człowieka i niezmienna chęć niesienia drugiemu człowiekowi daru z siebie – to jest chrześcijaństwo w swej esencji. I tak oto otrzymuję wskazanie na bliską przyszłość. Iść i czynić dobro w każdej małej sytuacji, w każdym jednym spotkaniu, na wzór Miłości, Pokoju i Dobra, a Pan sprawi, że porządek i pokój naznaczą każdą jedną relację i wydobędą z innych to, co w nich najlepsze. Aby przełamać więc antyczną, pesymistyczną, plautowską wizję natury człowieka (homo homini lupus est), a także aby wyjść poza późniejszą materialistyczną, feuerbachowską wizję (homo homini deus est), powiem tak: homo homini bonum est – człowiek jest człowiekowi dobrem.

Co jednak z przyszłością odleglejszą? Ten mój czas rozeznawania drogi wymaga co i rusz jakichś konkluzji. Dostrzegam więc, że jest we mnie wciąż chęć kroczenia dogodnym traktem, pewnie zbyt szerokim, ale wiem również, dzięki Słowu, że jestem – tak jak my wszyscy zresztą – wezwany do radykalnie innej postawy. «Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!». Pragnę ją znaleźć, Panie! Nie zakrywaj jej przede mną, szczególnie, że pozwoliłeś mi już tyle razy wybrać dobrze na rozstajach – widzę to z perspektywy. Ów szeroki trakt już się zawęził mocno, ale wiem, że jeszcze obedrzeć go trzeba z poboczy, że jeszcze asfalt trzeba zerwać i na oznaczenia zbyt często porozstawiane przestać zwracać uwagę. Zaufać jeszcze mocniej, by podążyć bez obaw za głosem wiodącym wprost do wąskiej bramy Nowego Jeruzalem. Prowadź więc! Naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami. Jestem Twój – teraz i na zawsze.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s