Najświętsze Serce – pełnia Miłosierdzia

28/6/2019

Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, dziś obchodzona, przemieniła się w okazję szczególną. Słowo naprowadzało mnie od kilku dni, aż do wczorajszego wieczora, kiedy nagle wszystko stało się czytelne. Słowo wskazało jasno i prosto: wyraź głos serca! Dzisiejsze teksty liturgiczne oraz patrystyki, czytane podczas liturgii godzin (każda jedna, każda kolejna), bezsprzecznie utwierdzały mnie w powziętej decyzji i stanowiły ochronę, tak bym nie zrobił jakiegoś szalonego uniku, targany wątpliwościami albo lękiem przed konfrontacją z samym sobą. Powiedziałem więc, co głos serca mi podpowiadał i wiem, że to, co wyraziłem, jest Boże. Bez tych treści esencjonalnych, pulsujących – na wzór Najświętszego Serca Pana Jezusa, które bije mocno, rytmicznie i miłością do nas jest przepełnione po brzegi – być może nie odważyłbym się, aby zaufać Bożemu Miłosierdziu w tych konkretnych, dzisiejszych okolicznościach i pewnie przemilczałbym to, co nosiłem od jakiegoś czasu w sobie, a co domagało się, tak czułem, wypowiedzenia.

Pierwsze czytanie [Ez 34,11-16] przypomniało, że Bóg jest niczym dobry pasterz, który troszczy się o swe owce, szuka zagubionych, by paść je i układać na legowisku. «Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę sprawował nad nimi pieczę. Jak pasterz dokonuje przeglądu swojej trzody, gdy znajdzie się wśród rozproszonych owiec, tak Ja dokonam przeglądu moich owiec i uwolnię je ze wszystkich miejsc, dokąd się rozproszyły w dni ciemne i mroczne. Wyprowadzę je spomiędzy narodów i zgromadzę je z różnych krajów, sprowadzę je z powrotem do ich ziemi i paść je będę na górach izraelskich, w dolinach i we wszystkich zamieszkałych miejscach kraju. Na dobrym pastwisku będę je pasł, na wyżynach Izraela ma być ich pastwisko. Wtedy będą one leżały na dobrym pastwisku, na tłustym pastwisku paść się będą na górach izraelskich. Ja sam będę pasł moje owce i Ja sam będę je układał na legowisku» – mówi Pan Bóg. «Zagubioną odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę, chorą umocnię, a tłustą i mocną będę ochraniał. Będę pasł sprawiedliwie».

Ewangelia wtóruje, mówiąc nawet więcej. Oto Pan Bóg szuka tej jednej owcy zagubionej, która drogę do domu posiała i błądzi teraz po bezdrożach. Znalazłszy ją zaś cieszy się i weseli z jej powrotu – bardziej niż z tych, które się nie zagubiły. Jezus opowiedział faryzeuszom i uczonym w Piśmie następującą przypowieść: «Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia».

W mym doświadczeniu byłem i bywam owcą zagubioną, ale także owcą znalezioną. Doświadczyłem radości powrotu i doznałem na własnej skórze, co znaczy radość Boża z powrotu syna marnotrawnego. Pan pasie mnie na swych łąkach codziennie. Układa mnie na legowisku i daje odpocząć. Troszczy się i dba o mnie. Zaprosił mnie tej najważniejszej w moim życiu Wielkanocy do siebie, tak bym zobaczył, gdzie mieszka – gdzie jest Jego, tzn. również mój Dom. Zmartwychwstał i przywrócił mnie z martwych. Wypełnił nadzieją, wiarą, ufnością. Niezmiennie zaprasza mnie do kolejnych podróży, nie skąpiąc swych darów i nie limitując swej miłości. Z wczorajszym wieczorem dodał mi odwagi, abym dziś w końcu zdołał przemówić. Każde wypowiedziane słowo niechybnie zmienia rzeczywistość, zmienia świat, zmienia relacje, a w końcu zmienia też nas samych. Dziś znów stanąłem w bramie – kolejnej bramie, które prowadzą w nowy świat lub może lepiej rzec – w głąb świata przygotowanego dla mnie przez Pana. Kolejny odcinek. Kolejny krok. Zrzucanie kolejnej warstwy, nieuniknione w dochodzeniu do Prawdy. Za Danielem [Dn 3,52] pragnę wołać: Błogosławiony jesteś, Panie Boże naszych ojców – pełen chwały i wywyższony na wieki. Błogosławione niech będzie Twoje imię pełne chwały i świętości – chwalebne i wywyższone na wieki.

Nim jednak skończę i pójdę wielbić Boga w swej modlitwie, chciałbym podzielić się dwiema drobnymi Bożymi iskierkami, wyłuskanymi z pism wspaniałych świętych Pańskich, które napędzały mój dzień. Na początek niech przemówi św. Bernard z Clairvaux, słuchany o poranku, poprzez napisany w XII wieku komentarz do Pieśni nad Pieśniami. Gdzie zatem nasza kruchość może znaleźć odpoczynek i bezpieczeństwo, jeśli nie w ranach Zbawiciela? (…) To, czego mi brak z własnej winy, odważnie czerpię z miłosiernych wnętrzności Pana, a są one przeszyte dość licznymi ranami, aby wylanie nastąpiło. Przeszyli Jego ręce i stopy, i jednym ciosem lancy Jego bok. (…) Żelazo przeszyło Jego istotę i dotknęło Jego serca, aby potrafił współczuć mojej kruchej naturze. Sekret Jego serca wyjawia się w ranach Jego ciała: widać jasno ową tajemnicę nieskończonej dobroci, ową „serdeczną litość naszego Boga, przez którą z wysoka Wschodzące Słońce nas nawiedziło” (Łk 1,78). Ja, grzesznik, czerpię ze Źródła – prosto z ran Chrystusowych. Jego Przenajświętsza Krew zmywa mój grzech. Jego Przenajświętsze Serce wybija rytm dla mego serca. Moją kruchość wzmacnia moc Zbawiciela.

I drugi fragment – tym razem ze św. Jana Pawła II, a dokładniej z 13 rozdziału encykliki „Dives in misericordia” („Bogaty w Miłosierdzie”). Miłosierdzie samo w sobie, jako doskonałość nieskończonego Boga, jest również nieskończone. Nieskończona więc i niewyczerpana jest też gotowość Ojca w przyjmowaniu synów marnotrawnych wracających do Jego domu. Nieskończona jest gotowość i moc przebaczania, mając swe stałe pokrycie w niewysłowionej wartości ofiary Syna. Żaden grzech ludzki nie przewyższa tej mocy ani jej nie ogranicza. Ograniczyć ją może tylko od strony człowieka brak dobrej woli, brak gotowości nawrócenia, czyli pokuty, trwanie w oporze i sprzeciwie wobec łaski i prawdy, a zwłaszcza wobec świadectwa krzyża i zmartwychwstania Chrystusowego. Nie sprzeciwiam się już, jak kiedyś. Mam w sobie gotowość przyjęcia krzyża, bo wiem w końcu, że tylko przez krzyż wiedzie droga do Boga. Tracąc – zyskuję. Wyzbywając się – otrzymuję. Obumierając – odżywam. Trudna to logika, ale jest to logika Przenajświętszego Serca, która sprawdza się w praktyce.

Tymczasem kończę, bo mrok już nastał i czas iść spać, tak by w środku nocy zdołać się wybudzić i z mocą wielbić Pana. Żyjąc wśród mnichów uczę się, że monastycyzm to także ciągłe, fizyczne wręcz, ascetyczne w swej naturze napinanie strun serca, by w ten sposób mocno napiąć cięciwę łuku skierowanego przeciwko złemu. To też postawa nieustannego uwielbienia Boga. Dziś powodów, aby wielbić Pana mogę wymienić mnóstwo, bo dzień upłynął radośnie i to zarówno patrząc z mojej, indywidualnej perspektywy, ale również przyjmując nieco szerszy ogląd, a mam tu na myśli radość związaną z dojrzałymi, niechaj Bóg wypełni te słowa treścią, decyzjami dwóch moich braci. Daj, Panie, aby i jutro przyniosło radość oraz pokój. Szykuje się intensywny dzień – ważne dla mnie przejście bramy, w której stoję – dokądkolwiek ona prowadzi. Święci Piotrze i Pawle, tak mi bliscy na drodze nawrócenia, zanoście prośby do Pana Boga naszego, aby wysłuchał błagania biedaka i zlitował się nad nim, kiedy już ruszy. Niechaj łaskawość swą okaże za przyczyną napotykanych osób, tak jak okazuje mi swą łaskawość wciąż na nowo w naszej osobistej relacji, podczas Spotkań na modlitwie. Tymczasem zaś w swoich świętych oraz w swych grzesznikach bądź uwielbiony, Miłosierny Boże! Niechaj Cię wielbi cała ziemia.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s