Idąc Drogą, wciąż uczę się Drogi

8/7/2019

Ciekawe jak Pan Bóg się z nami komunikuje. Oczywiście daje się usłyszeć w Słowie, ale gdzieżby miał na tym kończyć! Codzienność pełna jest komunikatów, które Pan nam daje. Rozmowy przynoszą treści od Boga, szczególnie jeśli zadajemy właściwe pytania konkretnym osobom. Choć znów i to nie limituje Wszechmocnego. Pan potrafi przemówić także przez zupełnie niespodziewanego człowieka. Również przez sytuacje, które mają nam uświadomić coś więcej lub wypchnąć nas poza ramy naszego myślenia czy odczuwania. Piszę o tym, bo znów mnie to w tych dniach uderzyło.

Żyjąc w rytmie klasztornym zadaję sobie mnóstwo pytań o otaczającą mnie rzeczywistość. Tą odległą i tą bliską. Tą na zewnątrz i tą wewnątrz klasztornych murów. Szukam siebie i staram się pojąć, do czego Bóg mnie zaprasza. Coś już wiem. Wciąż za mało jednak, aby składać jakiekolwiek deklaracje w tym temacie. Wiem też, że to, co ja myślę i to, czego ja doświadczam, to i tak nic w obliczu tego, co Pan ma mi do przekazania, więc wrzucam równocześnie tryb „cierpliwość” i „otwartość”. Dostrzegam swoją małość (nie jest to fałszywa pokora) i wiem, że życia z pewnością nie starczy, aby odczytać wszystko. Obym, Boże, zdołał odczytać tyle, ile potrzeba, bym już po drugiej stronie mógł stanąć z Twej łaski przed Tobą i przyjąć wszystko – przyjąć pełnię Ciebie. Szukam więc i słucham, a przede wszystkim zwracam się ku Tobie z moimi pytaniami, bo kiedy zadaję je sobie, nie znajduję odpowiedzi, podczas kiedy zwracam się z nimi do Ciebie, właściwa odpowiedź przychodzi we właściwej chwili. I wczoraj, i dziś też przyszła.

W tych moich próbach wsłuchiwania się, odczytywania, rozeznawania staję co jakiś czas przed kolejną przeszkodą. Raz wyrosła nawet przede mną ściana – zdawało się nie do przejścia, ale to była inna historia. Musiałem przejść przez specyficzny odcinek, który przecinał i łączył w sobie trzy czasy, tj. przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, więc tam wewnętrzne nawarstwienie było tak wielkie, że przeszkoda wypiętrzyła się nagle, do tego bardzo nienaturalnie. Ta ściana jest już za mną i wrócił pokój – wróciło mierzenie się ze zwykłymi przeszkodami. Te przeszkody to trochę testy, trochę przystanki, trochę kolejne stopnie. Każda taka przeszkoda jest od Boga i każda jest dana po coś. Bym wzrósł duchowo. Bym spojrzał inaczej na świat, na ludzi, na siebie samego. Bym zszedł głębiej – zanurzył się mocniej w siebie i tam znalazł klucz, pozwalający przejść dalej. Ten klucz to Boży dar, tak jak od Boga jest i Bogiem jest Droga. Dodałbym jeszcze ważną rzecz: przy każdej takiej przeszkodzie Pan mi towarzyszy.

To, co nazywam przeszkodami, przeważnie jest sprawą nad wyraz prozaiczną. Jak bowiem powiedzieć inaczej niż używając słowa „prozaiczne”, kiedy mówi się o domenie życia codziennego w jej najprostszych przejawach. Kiedy i na ile mogę wyjść? Z kim mogę się spotkać i jak często? Jaką pracę i w na jakich warunkach mogę podejmować? Jak dużo milczeć, by nie przesadzić w żadną ze stron? Co znaczy prostota monastyczna, kiedy przychodzi choćby do gotowania i serwowania potraw albo do wyglądu zewnętrznego? Te pytania można by mnożyć. Wydają się niekiedy idiotyczne, ale nie można dać się zwieść – zawsze mają swój sens, nieraz nieuchwytny na pierwszy rzut oka. Zawsze odbijają się w nich rady ewangeliczne. Zawsze pobrzmiewa w nich reguła życia i duch założyciela. Zawsze wyczuwalna jest tradycja i aktualne jej odczytywanie przez braci (czy siostry, bo mam tu na myśli zasadę generalną). To wszystko zaś ma żywotny wpływ na codzienność – na nasze, a w tym konkretnym wypadku na moje życie. Mając namiastkę odpowiedzi mogę zadawać kolejne pytania, czyli innymi słowy mogę kontynuować proces rozeznawania.

Cały czas w tych miesiącach zadaję sobie pytanie na ile aktywny ja, mocno eklektyczny ja, towarzyski i prospołeczny ja mieszczę się w ramach monastycznego życia? Wiem już na pewno, że można umrzeć dla miłości – tym bardziej więc umrzeć dla Miłości, rezygnując z wielu możliwości proponowanych przez świat, ograniczając się i zawężając, tak by wejść przez wąskie ucho igielne i aby się nie zaklinować. Nie można oczywiście mieć zachcianki, że teraz nagle się zawężę, obumrę i porzucę świat, chyba że jest się szalonym. Na pewno jednak można tego pragnąć. W tym pragnieniu, za przyczyną Bożej łaski, można się narodzić na nowo. Wczorajsze czytanie przywołuje słowa św. Pawła [Ga 6,14-15]. Co do mnie, to nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego, Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata. Bo ani obrzezanie nic nie znaczy, ani nieobrzezanie, tylko nowe stworzenie. Nowe narodziny i nowe życie w Jezusie Chrystusie – to jest esencja powołania.

Pragnienie podjęcia radykalnej drogi pójścia za Chrystusem to odpowiedź na głos z głębi. Pragnienie jest niejako zakotwiczone w tym głosie – wbrew ciągotom, aby zakotwiczyć się w świecie. Pan nas wybrał i nie jesteśmy już ze świata. To musi powodować napięcia – zarówno wewnętrzne, w nas samych, jak i zewnętrzne, pomiędzy nami a innymi. Jezus oznajmił to swym uczniom już dwa tysiące lat temu [J 15,18-20]. «Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi». Nic w tym jednak złego, że owe napięcia się pojawią. Już w Mądrości Syracha możemy przeczytać [Syr 2,5], że w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu – w piecu utrapienia. Nic więc też w tym złego, że to wszystko trwa. Nowe życie zawsze rodzi się w bólach, a piękno wymaga czasu.

Patrzę na tekst, który napisałem przy pierwszym zetknięciu się z Księgą Życia Jeruzalem i uderza mnie już sam tytuł. Zawiera on dwa największe wyzwania, z jakimi się mierzę. Milczenie jako zasada funkcjonowania (pochylę się nad tym może następnym razem) oraz względna stałość miejsca połączona z rezygnacją z licznych aktywności – oto dwa największe obszary moich wewnętrznych zmagań. Wczoraj, przed wyjściem na popołudniową Mszę za zmarłych w ostatnich miesiącach bezdomnych – w tym Zbyszka, którego znałem i odwiedzałem zimą w przyczepie na Żeraniu, dopytywałem o właściwą proporcję aktywności, wyjść, zaangażowań. I z rozmowy zrozumiałem, że modelowo ogranicza się te aktywności, wyjścia i zaangażowania do minimum. Trochę kubeł zimnej wody, bo ja wciąż jestem dość aktywny w świecie. Już nie miejsko, już nawet nie towarzysko, ale wciąż mam sporo zaangażowań związanych ze Wspólnotą Sant’Egidio – ważnych dla mnie, bo widzę ile mogę dać (i ile staram się dać), ale i ile mogę otrzymać (i ile otrzymuję), przede wszystkim spotykając Pana w powstających relacjach i sytuacjach, w których biorę udział.

Przed Mszą zahaczyłem na godzinę o DPS na Solcu, do którego co niedziela przychodzi grupka ludzi z Sant’Egidio. Spotkania ze staruszkami dały inną perspektywę. Chyba też ukoiły nieco. Jest coś takiego w spotkaniu ze starością, co koi właśnie. Wiesz, że stoisz już w hali odlotów, ale wciąż widzisz uśmiech, wciąż doświadczasz mądrości i równocześnie wciąż doświadczasz więcej pytań niż odpowiedzi. Widzisz, że mimo przeżytych lat świat człowiekowi tak samo ciąży, jak go intryguje i pociąga. Widzisz napięcie pomiędzy tym, co duchowe, a tym, co materialne. Widzisz trud wpisany w życie. Przemijalność i nieuchwytność tego, co doczesne. Niekonkluzywność.

Przed 18.00 byliśmy już u świętej Tereski na Tamce. Na stoliku wystawione były cytaty z Małego Kwiatka. Wyciągnąłem jeden. Trafił mi się fragment Rękopisu CJakże wielka jest potęga modlitwy! Można by rzec, że to królowa, która ma w każdej chwili wolny przystęp do króla i może otrzymać wszystko, o co prosi. Przeczytałem ów cytat w kluczu wcześniejszej rozmowy – jako uzupełnienie, jako podpowiedź. Czyli iść. Czyli nie ustawać, w modlitwie upatrując właściwy szlak. Czyli wypatrywać bez lęku tego, co przyniesie przyszłość z wiarą, że Bóg ułoży wszystko – znajdzie właściwe proporcje, nie pozbawi radości, nada sens każdej czynności i przeprowadzi przez proces kroczenia każdym wyboistym fragmentem Drogi skrojonej indywidualnie dla mnie.

Dziś o poranku wciąż stawiałem sobie pytania, postanowiłem więc sięgnąć jeszcze do Księgi Życia, to znaczy zajrzeć tam, gdzie spodziewałem się znaleźć dalsze wskazówki. Księga Życia dała mi więcej, bo właściwie gotową odpowiedź [140]. W niezmierzonym Ciele Kościoła i wielkiej rodzinie monastycznej żyj swoim własnym charyzmatem pośród innych, uzupełniających się charyzmatów; ciesząc się najpierw z tego, iż inni inaczej przeżywają swą przynależność do świata i oddalenie się od niego; następnie zaś zgadzając się z pokorą na swe własne ograniczenia. Doświadczenie, życie i Duch stopniowo będą ci ukazywać barwę twego własnego, szczególnego charyzmatu i osobiste bogactwo duchowości jerozolimskiej. Być może będzie ono polegało przede wszystkim na rozdarciu? Czyż to właśnie nie jest krzyż? Te ostatnie dwa zdania mocno wybrzmiały, kiedy je czytałem. Są bardzo moje. Rozdarcie i krzyż, niczym utkana gęsto sieć pajęcza szarpana co i rusz mocnymi podmuchami wiatru. Moje jak nic! Nawet fakt, że te zdania są pytające, że nie są odpowiedziami, a pytaniami właśnie, wydaje mi się bardzo mój. Boża iskierka i to z tak bliska.

Ciekawe nie tylko jak Pan Bóg się z nami komunikuje, ale też jak uczy nas o nas samych i jak pozwala nam odkrywać siebie. Jak wzmacnia wiarę i ufność. Jak zamykając, otwiera. Zabierając, daje. Przynaglając, pozwala złapać oddech. Dzięki Ci, dobry Boże, za każdą jedną iskrę – czy to ze Słowa, czy to z napotykanego człowieka, czy to zupełnie nagle i niespodziewanie uchwyconą gdzieś spomiędzy sytuacji zwyczajnych, codziennych, życiowych. Nieustannie prowadź! Nie ustawaj w objawianiu siebie. Bądź moim oparciem, moim wytchnieniem, moją modlitwą, aktywnością i zaangażowaniem.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s