Poznanie, które nigdy się nie kończy

29/7/2019

Siedemnasta niedziela zwykła. Rok C. To ta wczorajsza. C jest trzecią literą w alfabecie, więc by się zgadzało. To jest trzeci rok podróży najwspanialszej, która prowadzi mnie wgłąb. Trzeci rok prawdziwej przyjaźni z żywym Bogiem. Trzeci rok odkrywania świata na nowo i patrzenia na rzeczywistość z innej, pełniejszej (czy prościej: pełnej) perspektywy. Tylko nie mogę się zgodzić, że ta niedziela nazwana jest zwykłą, bo ja powiedziałbym o niej tylko i wyłącznie: niezwykła! To była taka niedziela przystankowa – kończąca pewien etap, ale też rozpoczynająca kolejny. Niezwykła, bo odsyłająca do bazy – do modlitwy, do Ojca, do poznania. «Kiedy będziecie się modlić, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto przeciw nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie» [Łk 11,2-4].

Pisałem już o wiosennym skoku w Słowo wraz ze świętym Markiem. Pisałem też ostatnio o kolejnym – tym razem ze świętym Mateuszem. Poźniej był trzeci – ten już ze świętym Janem. Następstwo wyznaczał sam Pan Bóg. Wyraźnie wskazywał, z kim udać się w kolejny etap przygody. Podczas gdy Marek wzywał, aby pójść za Chrystusem, pozwalając niejako przylgnąć do Słowa, zrzuciwszy najpierw kajdany przeszłości (lub lepiej rzec: przyjąwszy szczere postanowienie ich zrzucenia, bo samo zrzucanie zajęło jeszcze kolejny kwartał) i zawierzywszy Panu, który zapraszał do wspólnego ruszenia w Drogę, Mateusz dawał przykład poparty doświadczeniem i uczył jak krok po kroku przejść Drogę nawróconego celnika, czyli Drogę nawróconego grzesznika.

Po tamtych, wcześniejszych odcinkach Jan był niczym balsam. Nowe życie. Objęcie Miłości. Droga Jana to świadectwo życia umiłowanego ucznia. Słowo podane poprzez Jana od razu rozpoczęło mocno od narodzenia w Bogu. To się dzieje tu i teraz. Rodzisz się w Panu i od razu otrzymujesz kojące umocnienie ciała Duchem. Tego dnia otwiera się nowy rozdział. Życie w Życiu. Miłość Miłości. Tchnienie, pochodzące od Ojca i Syna, napędzające wszystko. Jak można się smucić? Poddaję się i następuje rozradowanie perspektywą życia – nowego, wiecznego, u boku Mistrza. Taka radość jest możliwa tylko za sprawą Ducha Świętego, który rozlewa w nas Bożą miłość. Serce szeroko otwarte jest gotowe, aby przyjąć więcej.

Kolejne kroki więc to już stopniowy wzrost. Na początek uzdrowienie sprawiedliwym sądem, pokazujące miłosierne oblicze Boga, ale też ukazujące Jego konsekwencję i stałość. Po nim czas na odżywianie poprzez Eucharystię – stopniowe, miarowe, dające oparcie. To jest plan na całe życie. Karm się i słuchaj. Pożyw się, byś miał siłę iść. Odetchnij i poznawaj swego Pana. Jeśli to nastąpi, będziesz mógł ruszyć dalej. To jest moment, w którym odbywa się posłanie wierzącego grzesznika. Masz swoją misję, mówi Bóg. Ja, Pan, mam dla ciebie plan, w który poprzez swoje wybory możesz się wpisać – w taki lub w inny sposób. Generalnie wybieraj zawsze węższą Drogę, a staniesz się gotowy na przejście przez Bramę. Tu następuje ożywienie, ale w warunkach odczuwanego wyraźnie ducha pustyni. W tym duchu rodzi się nowe życie – nowy Boży człowiek. Dalej już tylko obfite kiełkowanie w wierze. Daj się poprowadzić! Pan ofiarowuje się – to umiłowanie dodające odwagi. Odwagi, by iść i bez lęku zgodzić się na głoszenie królestwa Bożego i świadczenie o Panu zapraszającym każdego człowieka.

Jan okazał się pomocnikiem Bożym, rozlewającym Miłość i popychającym mnie naprzód. Przekierował wektor czasowy. Oderwany od przeszłości, którą pomagał mi rozpracować Marek, rozbudzony na nowo w teraźniejszości z pomocą Mateusza, zacząłem za sprawą Jana wchodzić w fazę przejściową, prowadzącą z teraźniejszości w przyszłość. Skoki z Janem znów, jak w przypadku Mateusza, rozciągnęły się w czasie. Przyjąłem jego towarzyszenie w połowie czerwca, by rozstać się z nim dopiero w połowie lipca. Długa trasa. Spokojna. Niespieszna. Etap po etapie mocno osadzająca. Dająca czas do namysłu, do przemodlenia, do doświadczenia.

Na koniec przyszedł Łukasz. Trzeci z Synoptyków, po Marku i Mateuszu, dziwnie od nich w tej mojej wielomiesięcznej podróży odseparowany Janem. Lekarz, przyjaciel i współpracownik świętego Pawła, cudzoziemiec pochodzący z Antiochii Syryjskiej, człowiek o wielu talentach. Eklektyczny, więc od razu mi bliski. Nastawiony na szerzenie Dobrej Nowiny na krańce świata, więc przyciągający. Święty Łukasz okazał się patronem pełnego ukierunkowania na przyszłość oraz pośrednikiem łaski poznania i łaski powołania. Chwała Panu za te intensywne dwa tygodnie! Właściwie dzień po dniu, od pierwszej niedzieli, przez kolejną, aż do trzeciej – ostatniej, tylko z jednym poniedziałkowym dniem pustyni – dokładnie w połowie, który był mi potrzebny, abym zdołał w ogóle przyjąć to, co Bóg tak jasno i wyraźnie objawił mi dzień wcześniej podczas nocnej adoracji, Łukasz szedł ze mną wgłąb Słowa niczym burza. Dzień po dniu kolejna odsłona przygody. Dzień po dniu następny krok naprzód.

Łukasz przemawiał darami i cudami, łaskami i historiami przerastającymi człowieka. Nie ma sensu, bym się rozwodził zanadto, ale pokrótce zaznaczę, co Słowo do mnie mówiło. Rozpoczęło się od uwielbienia – radosnego błogosławieństwa. To był doskonały start! Od razu widać było, że to jest nowy wymiar opowieści i zupełnie nowe ukierunkowanie. Później poszła zapowiedź cudów nie z tej ziemi i wyborów nie dających się pojąć z zastosowaniem ludzkiej logiki – prorokowanie w imię Jezusa, namaszczenie po przejściu kuszenia, uzdrawianie ducha i ciała, wybranie miłości nieprzyjaciół, rozgrzeszenie oddanych wiernych i jeszcze krzewienie dzieł Słowa z pokorą. To są pieczęcie – obietnice i sprawdziany, świadectwa i konkretne misje. Wydawałoby się, że to już dużo? Tak, ale dopiero nocna niedzielna adoracja przed tygodniem, dokładnie 21/7/2019, przyniosła prawdziwy przełom! Bóg dał znak i poszła za tym zgoda. Wyprawienie robotnika na Pańskie żniwo wydarzyło się w pustce i ciszy nocy, przed obliczem żywego Boga, zupełnie niespodziewanie i nieoczekiwanie. Symbolicznie. Milcząco. W sercu jednak nastąpiła erupcja, którą porównać można z erupcją wulkanu pod lodowcem Eyjafjallajökull w 2010 roku. Boże, jesteś wielki w swojej łaskawości i oczarowujący w swej subtelności!

Powiedziawszy „Tak!”, postanowiłem pozostawić przestrzeń Panu. Zdaję się teraz na Niego i liczę, że to, co ja odczytałem, i to, na co przystałem, On ukształtuje po swojemu. Ja pragnę iść ukazaną Drogą! Wiem, że to wszystko brzmi jeszcze dość enigmatycznie. Dla mnie tego typu wpisy – zbyt hermetyczne, ale mi potrzebne – są niczym znaczniki czasu. Są próbą uchwycenia momentów przełomowych, do których mogę w razie konieczności wrócić. Słowo poprzez Łukasza dało mi w ostatnim tygodniu jasny przekaz. Przyjdzie wskazanie jak czynić, aby żąć skutecznie. Wszelkie posługiwanie ma być uczciwe, łaskawe i pokorne. Ubogacenie nastąpi w królestwie Bożym. W ustanowionej Eucharystii tkwi siła potrzebna, aby przetrwać każdy czas walki. Uświęcenie zaś zawsze przychodzi przez krzyż.

Na koniec otrzymałem drogocenny skarb. Wczoraj Chrystus zmartwychwstały, z mojej osobistej podróży ze Słowem odbywanej wraz z Łukaszem, zlał się ze Słowem z Oficjum Zmartwychwstania, które celebrujemy cotygodniowo w niedzielny poranek. Pan przypomniał mi przez Łukasza, że poznanie Boga jest procesem, który odbywa się wciąż na nowo. Procesem dynamicznym, przecinającym wszystkie trzy czasy – przeszłość, przyszłość i teraźniejszość – i łączącym je w przedziwny sposób. Poznanie było, będzie i jest niekończącym się procesem. Przez ciągle odnawiane poznanie dotykam wszystkich tych trzech czasów, którym Bóg nadaje jedność. Zbawienie wydarzyło się, wydarzy się i wydarza się równocześnie. Trudno to uchwycić rozumem, ale serce przyjmuje to bez cienia wątpliwości i zgrzytu. Droga nigdy się nie kończy. Wieczność nigdy nie jest statyczna ani tym bardziej nudna. Bezkresna erupcja Dobra ma miejsce w moim życiu. Zresztą nie tylko w moim – następuje w życiu każdego człowieka. Boże dobry, miłosierny, nieskończenie wielki, prowadź nas ku sobie każdego dnia – aż po kres wszystkich dni. Sławimy Cię, Panie świata i zastępów niebieskich! Uwielbiamy Cię, Miłości nam ofiarowana!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s