Pokora, czyli przestaję być niezastąpiony

2/8/2019

Pokora. Temat rzeka. Niekończąca się historia wielkich porażek i drobnych sukcesów. Rzeczywistość trudno uchwytna i doświadczalna, gdyż tak często to, co mamy za pokorę, jest w gruncie rzeczy jej fałszywą podróbką, noszącą za fasadą znamiona pychy. Nie da się jej przeżywać i doświadczać bez odniesienia się do Pana. Tylko dostrzegając, uświadamiając sobie i zgłębiając pokorę Jezusa Chrystusa możemy wejść w rzeczywistość pokory we własnym życiu. Krótką i fragmentaryczną refleksją w temacie pokory, która dziś mnie zajmuje, pragnę się podzielić.

Pokora to prostota, która znosi mnie samego. Przestaję być najważniejszy. Przestaję być niezastąpiony. Przestaję być – w światowym rozumieniu tego słowa. Wygasają moje zachcianki. Wygasa mój sposób patrzenia. Te pustki wypełnia Światło Boże. Święty Paweł napisze [Ga 2,20]: Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. I doprecyzuje, aby nikt nie pomyślał, że oderwał się od rzeczywistości: Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie.

To doprecyzowanie kreśli ważną, trójskładową perspektywę, którą można zamknąć w trzech słowach: wiara-umiłowanie-krzyż. Klamrą zaś nakreślonej perspektywy jest stwierdzenie, iż życie wiary prowadzi do śmierci własnej. Po ludzku przerażające, prawda? Można uciec. Tak naprawdę, kto by nie uciekł?! A dwadzieścia wieków chrześcijaństwa ukazuje tak wiele przykładów tych, którzy nie uciekli. Więcej – oni przyjęli tę perspektywę i weszli w rzeczywistość wiary-umiłowania-krzyża całymi sobą. Ileż pokory potrzeba, by nie tylko odrzucić siebie, ale uczynić to, wiedząc, że na końcu niechybnie trzeba będzie ponieść ofiarę z własnego cierpienia? Nagroda jednak jest o niebo większa. Okup wydany za nas wielokrotnie przewyższa składaną przez nas ofiarę.

Prawdziwe życie chrześcijańskie bywa momentami jak chodzenie po linie rozwieszonej nad przepaścią. Być może dlatego niewielu się na nie decyduje. Wielu albo szuka innych, łatwiejszych i bardziej dogodnych dróg dotarcia, albo odwraca się na pięcie i mówi, że idzie w zupełnie inną stronę. Niektórym jednak chce się ćwiczyć w uważności, balansować na tej linie, wykonywać drobne kroki naprzód. Czasem trzeba się zatrzymać i złapać oddech. Czasem należy zrobić mały krok w tył, bo się człowiek za bardzo zapędzi w wędrówce do celu i okazuje się, że lina rozkołysała się zanadto. Czasem nie uniknie się otarcia kropli potu, łez trudu, krwi sączącej się ze stóp zmęczonego Drogą wędrowca. I wtedy Opatrzność czuwa. I wówczas przychodzi orzeźwienie, pocieszenie, uzdrawiające muśnięcie Ducha. Goją się rany. Powraca uśmiech. Siły witalne wypełniają wcześniej zmęczone i utrudzone ciało.

Te dary przychodzą w związku z pokorą. Pokora pozwala przekroczyć siebie i oprzeć się na Bogu. Tu właśnie dostrzegamy, jak hojnie Pan nas obdarza, bo dopiero tu nie opieramy się już na złudnym wyobrażeniu własnej sprawczości i mocy. Psalmista [Ps 28,8] pięknie wielbi Boga: Pan jest mocą zbawczą dla swojego ludu, twierdzą zbawienia dla swego pomazańca. I w innym miejscu [Ps 91,1-2] dopowiada: Kto przebywa w pieczy Najwyższego i w cieniu Wszechmocnego mieszka, mówi do Pana: «Ucieczko moja i Twierdzo, mój Boże, któremu ufam». Pan jest moją mocą. Pan jest moją Twierdzą – warownym miejscem, w którym znajduję ukojenie, odpocznienie i ochronę. W Panu pragnę spocząć na wieki.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s