Być uczniem, czyli w wolności nieść krzyż

8/9/2019

Wielkie tłumy szły z Jezusem. On odwrócił się i rzekł do nich: «Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem». To być może jedna z najtrudniejszych Ewangelii. Pozornie nielogiczna. W pierwszym odczuciu zupełnie niezrozumiała. Słowa, które w niej padają zdają się nie pochodzić z ust Jezusa. A jednak! Chrystus mówi do tłumu słowa, które ważą, ale również skrywają pewną zasadniczą prawdę.

Wyobraźmy sobie tę scenę. Jezus zmierza do Jerozolimy, a za Nim ciągną się tłumy ludzi. Jezus idzie przez miasta i wsie, czyni cuda, uzdrawia i głosi przypowieści, a rzesze ludzi podążają za Nim. Wyszli z domów, pozostawili w nich swych bliskich i maszerują wraz z Chrystusem. Trochę bezwiednie. Z ciekawością, ale bez przekonania co do rzeczywistej natury zdarzeń, które obserwują. Wątpiąc w boskość Galilejczyka. Niby podążają za Jezusem, ale można sobie zadać pytanie: czy to ich podążanie jest trwałe? Czy oni naprawdę uwierzyli i naprawdę wybrali Chrystusa na swego Pana? Czy stał się prawdziwie ich Drogą? Z kart wszystkich czterech Ewangelii wiemy, że nie – nawet najwierniejsi odwrócą się, uciekną, sprzeniewierzą się. Pod krzyżem stać będzie tylko Matka Boża, kobiety i umiłowany uczeń Jezusa, Jan. Reszta zniknie. Pozostali będą się ukrywać. Piotr zdąży się nawet do tego czasu trzy razy zaprzeć znajomości ze swym Mistrzem.

Jezus obraca się nagle do owego tłumu, który za Nim się ciągnie. I nie patyczkuje się. Mocnymi słowami ukazuje znacznie subtelniejszą prawdę. Jakby chciał obudzić zaspanych, zmęczonych marszem słuchaczy. Jakby chciał przykuć uwagę i trafić prosto do serca ze swym zasadniczym przekazem. To, co nazwane jest nienawiścią do bliskich nie jest w żadnej mierze zaprzeczeniem miłości, jaką się ich darzy. Jezus zdaje się jedynie mówić: znajdź właściwy priorytet, znajdź odpowiednią hierarchię wartości, a przede wszystkim znajdź wewnętrzną wolność, aby przyjąć Pana Boga w swoim życiu i zauważywszy, doświadczywszy, iż jest źródłem wszystkiego, skierować się w wolności ku ludziom, ku najbliższym – z miłością, z troską i z pokojem ducha. Pan wzywa nas, byśmy wybrali Jego. Nie tylko przed naszymi bliskimi, ale i przed nami samymi – przed naszymi zachciankami, przed naszym widzimisię. Bóg nie obiecuje, że ten wybór będzie lekki. Przeciwnie, wybrać Chrystusa to iść za Nim, niosąc swój krzyż. Wybrać Chrystusa to podzielić Jego los i unieść swe życie, swe powołanie, wolę Ojca aż do samego końca. Nie można odrzucić takiego zaproszenia, bowiem nic lepszego nie może się nam przydarzyć!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s