Zapłaczmy wraz z naszym Zbawcą

21/11/2019

Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: «O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą, a nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia» [Łk 19,41-44].

Proroctwo wypowiedziane przez Jezusa jest przerażające. Oto Chrystus kreśli upadek serca świata, w którym żyje i pogrążenie tegoż świata w otchłani niebytu. Jeruzalem, święte miasto, ma paść z ręki nieprzyjaciela. Mocarna i dumna stolica Izraela ma lec w gruzach. «Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani! Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swe pisklęta zbiera pod skrzydła, a nie chcieliście. Oto wasz dom zostanie wam pusty» – zapisze słowa Jezusa Ewangelista Mateusz [Mt 23,37-38]. Bóg, który daje liczne szanse i wyciąga do swych dzieci pomocną dłoń, ostatecznie odtrącony, zmuszony będzie wymierzyć sprawiedliwą karę. Każdy z nas jest dzieckiem Bożym, a sądny dzień nadchodzi. Czy pamiętam o tym w mojej codzienności? Nie po to, żeby chorobliwie drżeć ze strachu, Bóg bowiem wielokrotnie powtarza: nie lękaj się, ale po to, żeby ogarnęła mnie prawdziwa bojaźń Boża – żebym dostrzegł moją małość w obliczu świętości Boga i żebym miał szansę się nawrócić, a w konsekwencji mógł dostąpić zbawienia. Święty Efrem twierdził, że bojaźń Boża wypędza z serca wszelką złą myśl [św. Efrem Syryjczyk, Myśli pobożne na każdy dzień roku, str. 11]. Przyszłość wydarza się teraz i teraz też mam szansę – swoim wyborem, który otwiera mnie na łaskę, aby zmienić swoje życie. Dziś jestem wezwany do pogłębienia relacji z Panem, przyjęcia Miłości jako drogi i otworzenia się na Boże Miłosierdzie, którym Święty Świętych pragnie nas obdarzyć.

Jezus wypowiada słowa proroctwa, a z jego oczu płyną łzy. Bóg-Człowiek płacze nad światem. Czyni to na niedługo przed tym, jak z pokorą i w posłuszeństwie przyjmie wolę Ojca – da się pojmać nienawistnym oprawcom, nie zaprotestuje, kiedy będą Go lżyć publicznie i katować, pozwoli skazać się na śmierć, mimo swej niewinności, po czym poniesie ciężkie drzewo krzyża na Golgotę, aby tam w męczarniach dokonać ludzkiego żywota. Czy to nie Jeruzalem powinno płakać nad Chrystusem i nad Jego losem? Czy to nie świat powinien bić na alarm, rwać włosy z głowy i czynić wszystko, co się da, aby umniejszyć bólu, którego ma doświadczyć Jezus? Świat jednak obraca się tyłem. Nie chce widzieć. Może nawet nie ma złej woli, po prostu za bardzo zajęty jest swoimi sprawami – każdy sobą samym.

Jezus mija nas codziennie w drugim człowieku. Przecież tak często nie dostrzegam Go, widząc tylko powierzchowność danej osoby. Powierzchowność, którą oceniam – pozytywnie lub negatywnie. Powierzchowność, która przypada mi do gustu albo nie. Gesty, słowa, maski – głęboko pod nimi kryje się Boże oblicze. Nawet nie trzeba schodzić tak głęboko – tuż pod powierzchnią kryje się prawda o naszym powszechnym pokrewieństwie. Każdy mijany człowiek jest mą siostrą albo bratem, a tak często o tym zapominam. Tak często w swej krótkowzroczności widzę jedynie czubek własnego nosa. „Ja”, „moje”, „mi” – oto typowa współczesna, kapitalistyczna gadka. Przed nią była inna, bazująca na komunistycznych założeniach filozofia „my”. Chrześcijaństwo zaś ma zgoła odmienną optykę. Chrześcijaństwo to przecież optyka „Ty” albo „Wy”. Chrześcijaństwo to radykalne przekroczenie siebie oraz przekroczenie własnej plemiennej grupy, a w konsekwencji skierowanie się ku drugiemu człowiekowi, ku innym ludom. Pociągnięci Bożym przykładem jesteśmy zaproszeni, aby iść do ludzi i przepełnieni Miłością głosić ludziom Miłość. Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych, lecz słuchajcie głosu Pańskiego – wzywają dziś słowa aklamacji [por. Ps 95(94),7-8].

Proś ze skruchą, szukaj przez posłuszeństwo, pukaj z wielka cierpliwością. „Kto bowiem w ten sposób prosi, otrzymuje, kto szuka, znajduje, a pukającemu będzie otwarte” [por. Mt 7,8; św. Jan Klimak, Drabina do nieba, XXVIII / za: Filokalia, teksty o modlitwie serca, str. 217]. Ojcowie wiedzieli o czym mówią – żyli zgodnie z głoszonymi przez siebie naukami, przez co łatwo nam im zaufać. Miłosierny Pan przychodzi, aby ustrzec nas od losu pisanego zatwardziałemu sercu Jeruzalem. Słowo daje nam się rozpoznać. Zapłaczmy wraz z naszym Zbawcą, dostrzegając swoją nieprawość i pozwólmy Mu przemienić nasze serca, abyśmy zostali ocaleni. Poprzez skruchę, o której św. Jan Klimak mówił, że jest żalem rodzącym radość, dostrzec możemy swą godność dzieci Bożych – umiłowanych przez Ojca Niebieskiego, mimo grzechów i słabości. Skrucha również jest naszym kluczem do bram Świętego Miasta. Otwórzmy więc oczy i zwróćmy się niezwłocznie ku Chrystusowi – On nieustannie czeka, aby odmienić los Syjonu i wprowadzić sprawiedliwych w mury Nowego Jeruzalem. Syn zaprasza nas do domu Ojca.

4 Comments

  1. Gdy teraz na spokojnie czytam te Słowa, tę Ewangelię, nasuwa mi się inny odbiorca. Jezus nie koniecznie zwraca się do miasta Jerozolimy (ogółu społeczeństwa, ludzkości), a mówi to do konkretnego człowieka: „nie poznałeś czasu nawiedzenia. Odrzuciłeś łaskę”.

    Jezus zapłakał nad miastem, które odrzuca proroków, kamienuje słowem, ale również nad miastem gdzie objawia się Bóg. Zapłakał głównie nad ludźmi ktorzy tworzą miasto. Zapłakał nade mną bo odrzucam zaproszenie, które nieustannie wybrzmiewa z Jego ust.
    Płacze nad człowiekiem, jego zatwardziałością, umiłowaniem i rozkoszowaniem się grzechem.

    Ale w ostatnich chwilach ziemskiego życia słyszymy z Jego ust: Nie płaczcie nade mną, ale nad dziećmi waszymi.
    Płacz dokonuje się w wielkim poruszeniu serca. Jest bardzo intymną chwilą, często wstydliwą ale jakże uzdrawiającą. Być może jest jeszcze ktoś, kto płacze nad bliźnim z powodu jego grzechów, upadków, słabości. I nie chodzi o płacz z litości, ale z potrzeby serca i miłosierdzia.

    Można jak starotestamentalny lud oczekiwać czasu nawiedzenia i nie widzieć znaków jakie się dokonują. Ja też czekam, nie widzę, a może nie chcę widzieć, bo czekam aż moje wyobrażenie się zrealizują, a przez to odrzucam plan Boga?

    Jezus płacze bo posiada naturę ludzką.
    A czy Bóg, skoro jest Bogiem może płakać??

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ależ oczywiście! Chrystus płacze nad miastem, a miasto to przede wszystkim ludzie. Płacze nad świętym miastem swego ludu, czyli nad sumą uświęconych w swym dziecięctwie Bożym jednostek, które tworzą ową miejską wspólnotę. Dlatego w tekście znalazła się ta kaskadowa figura: Jeruzalem… świat… każdy (człowiek) sobą samym. Jeruzalem, święte miasto, które nie tylko symbolizuje, ale też urzeczywistnia cały świat, to znaczy sumę istnień, nad którą górują wybrani przez Boga, stworzeni na Jego obraz i podobieństwo ludzie, płakać powinno, lecz wzrok swój odwraca – zarówno wówczas, jak i dziś. Czyni to wspólnie i z osobna każdy człowiek w dziejach ludzkości. Jedynie nieliczni walcząc z tą naznaczona przez grzech obojętnością kierują się ku Prawdzie i radując się w cierpieniach w swoim ciele dopełniają braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół [por. Kol 1,24]. Innymi słowy: decydują się, aby ponieść wraz z Nim drzewo krzyża i aby wraz z Nim na nim zawisnąć.

    Polubienie

  3. Na kartach Biblii, wedle mojej wiedzy, nie ma żadnej informacji, aby Bóg Ojciec albo Duch Święty płakał. Wiemy natomiast, że będąc stworzeni na wzór i podobieństwo dzielimy wraz z Bogiem emocje. Stary Testament jest pełen przykładów ukazujących emocje Boga. Łzy są rodzajem katalizatora emocji. Są ludziom dane, aby pomóc przeżywać nam nadmiar emocji – zarówno pozytywnych, jak i negatywnych – czy będzie to radość, czy też smutek. Nasze emocje, działając w konkretnym układzie zdarzeń oraz w konkretnym czasie, wybrzmiewają nieraz bardzo mocno. Nieraz fizycznym wyrazem tych nabrzmiałych emocji są łzy – niejednokrotnie oczyszczające.

    Warto też przypomnieć sobie naukę o wieczności i niezgłębialności Boga. „Czy nie wiesz tego? Czyś nie słyszał? Pan – to Bóg wieczny, Stwórca krańców ziemi. On się nie męczy ani nie nuży, Jego mądrość jest niezgłębiona” [Iz 40,28]. I jeszcze: „Pan nasz jest wielki i zasobny w siły, mądrość Jego jest niewypowiedziana” [Ps 147,5]. Nie mogąc poznać Boga inaczej niż poprzez ciało, tak jak my go doświadczamy, dostaliśmy szansę, aby poznać Boga poprzez Jego Syna, Jezusa Chrystusa. Gdyby nie Jezus nasze poznanie Boga można by nieudolnie porównać np. do tłumaczenia czym jest śnieg, nie mając dostępów do żadnych materiałów multimedialnych, komuś kto mieszka w gorącej strefie równikowej i nigdy o śniegu nie słyszał ani go nie widział.

    Poza tym znamy słowa Apokalipsy: „Jam Alfa i Omega, Pierwszy i Ostatni, Początek i Koniec” [Ap 22,13]. Bóg widzi rzeczywistość bez jakiegokolwiek limitu czasowego, więc nie potrzebuje „eksplodować” emocjami w danym, konkretnym momencie, a co za tym idzie nie ma potrzeby ronić łez w teraźniejszości, bo wie, że na końcu dziejów szatan i śmierć zostali pokonani. Tu nie bardzo jest miejsce na łzy. Tu widzę jedynie miejsce na bezkresną radość.

    W telegraficznym skrócie tak to postrzegam. Co ja tam zresztą tak na pewno wiem… Nic! Za duże to pytania, aby silić się na stuprocentowo pewne odpowiedzi. Przyjdzie dzień, że staniemy z Bogiem twarzą w twarzy (obyśmy dostąpili tej łaski!) i wówczas dane nam będzie poznać całą Prawdę. Ja lubię miłe niespodzianki. Głęboko wierzę, że ta cudownie mnie zaskoczy – znacznie piękniej niż mógłbym to sam sobie nazwać, pomyśleć czy nawet wydedukować. Dobrej niedzieli – radujmy się, bo Pan nasz zmartwychwstał!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s